Merry :D moja 3 ulubiona postać <3 ale to tak btw. No i jeden z moich ulubionych rozdziałów, w końcu Laura zostaje przydzielona :) I nigdy, nigdy nie powinno być inaczej, choćby nie wiem co ;*
~*~
Zaczynało się ściemniać. Laura musiała przerwać grę w zagadki z przyjaciółkami i ubrać się w szkolną szatę. Razem z nią w przedziale siedziały Merry Lbatln, Łucja Nowak, która przyjechała z Polski i Kate Snowflake. Dziewczyny również zaczęły się przebierać.
Na początku gdy Laura weszła do wagonu była sama w przedziale, ale zaraz dołączyła do niej roześmiana Merry, a chwilę po niej Kate, która potknęła się o szalik, wystający z jej kufra. Łucja przyszła na końcu, pukając nieśmiało, ale została powitana równie ciepło. Z czasem dołączyła nawet do rozmowy dziewczyn i okazało się, że wie dużo na temat historii Hogwartu.
- Było czterech założycieli, od ich nazwisk pochodzą nazwy domów: Godryk Gryffindor, Helga Hufflepuff, Rowena Ravenclaw i Salazar Slytherin. Każdy z nich przyjął sobie jakieś zwierze jako symbol- Godryk lwa, Helga borsuka, Rowena orła a Salazar węża. Na początku nauczali wszystkich uczniów razem, ale potem podzielili się na domy. Slytherin bowiem cenił sobie czystą krew, Gryffindor odwagę, Ravenclaw inteligencję a Hufflepuff pracowitość. Ja najbardziej chciałabym być w Gryffindorze, tam gdzie byli legendarni Harry, Ron i Hermiona oraz wielu innych świetnych czarodziei. W ogóle to Gryfoni zawsze dawali dobry przykład i imponują mi swoją odwagą i prawością! I ja też bym chciała być taka jak oni. A wy?
- Ja tam wolę Slytherin albo Hufflepuff. -stwierdziła Merry.- W końcu każdy może dawać dobry przykład, co nie? A w Slytherinie też było wielu wielkich magów...
- Wielkich, ale złych!...- nie dała za wygraną Łucja.
- Złych, ale wielkich!
- Ja bym na pewno nie chciała być w Slytherinie, bo Ślizgoni są wredni i chciwi, historia to pokazuje. Przecież Voldemort był w Slytherinie! I jego sługi też! Ślizgoni lubią czarną magię, gardzą innymi i w ogóle...
Laura zmarszczyła brwi. Chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała, co. Na szczęście wybawiła ją Kate, wtrącając się do rozmowy.
- A ja wolę Ravenclaw i Hufflepuff, ponieważ uważam, że jeśli w Hogwarcie powinno nauczać się czegoś poza magią, to jest to pracowitość i moralność. Odwagę ma każdy w sercu, i owszem, powinien ją w sobie odkryć, ale odwaga ma swoje granice, a mądrość zdobywamy całe życie i nigdy nie jest jej dość. I nie chodzi mi o to, by znać wszystkie księgi na pamięć, tylko o prawdziwą życiową mądrość i doświadczenie. Ja chciałabym je zgłębiać przez te lata nauki w Hogwarcie.
Widać było, że Łucja nie do końca się z nią zgadza, ale się już nie odezwała. Rozmowa zeszła na inny temat, choć Laura jeszcze przez jakiś czas czuła, że powinna coś wtedy powiedzieć, nadal jednak nie potrafiła ubrać to w słowa.
Narzuciła teraz na siebie długą, czarną szatę i poprawiła rękawy. Do Hogwartu było już niedaleko. Gdy wszystkie się ubrały, Laura usiadła na swoim miejscu i wgryzła się w czekoladową żabę (ależ się obłowiły słodyczami z wózka, mniam). Zjadła ją i spojrzała na kartę. Czarnooki mag o ciemnych włosach wpatrywał się w nią z uwagą. Laurę uderzyło to, że wyczuła w tym spojrzeniu jakąś przyganę.
Severus Snape. - przeczytała w myślach.
No co?, pomyślała. Co miałam powiedzieć? Nie mam pojęcia. Było, minęło, nie patrz tak na mnie!
Snape, profesor Snape, opiekun Slytherinu.
Westchnęła i odwróciła kartę, choć opis znała prawie na pamięć. Jeszcze raz spojrzała na obrazek, po czym włożyła kartę do kieszeni. Merry właśnie na nowo zaczęła grę w zgadywanki, ale Laura odmówiła udziału. Rozmyślała na temat tego, co powiedziała Łucja. I co ona sama miała powiedzieć. Czuła, że powinna. Ale co? Czy to prawda, że w Slytherinie byli wszyscy czarnoksiężnicy? Jakoś nie mogła sobie tego wyobrazić. Przecież przydział do domu nie zależy od tego, czy będziesz czynić zło, czy nie. A może zależy? Czy gdyby Lord Voldemort był w Ravenclawie, nie zabiłby tylu ludzi?
Nie, powiedziało coś w jej głowie. Slytherin był mu, owszem, przeznaczony, ale to on sam podjął decyzję o tym, kim chce być.
Z zamyślenia wyrwała ją Kate, która nie mogła się powstrzymać, by nie zadać jej zagadki.
- Fala płynęła za falą, aż nagle!
Dziwna przygoda,
Coś jakby je zatrzymało, na kamień stwardniała woda. Co się stało?
- Lód.- po chwili odparła Laura. - Zostały zamrożone.
- Dobrze!- ucieszyła się Kate.- Teraz ty!
Laura zaczęła się zastanawiać, jaką zadać zagadkę. Odpędziło to od niej dręczący temat.
- Część ptaka, której na niebie nie zoczysz.- powiedziała po chwili.- Może pływać po wodzie, ale się nie zmoczy.
Dziewczynki wyraźnie się poruszyły. Każda zaczęła się zastanawiać, o co chodzi. Laura uśmiechnęła się do siebie. Była to stara zagadka, którą usłyszała kiedyś od przyjaciela swojego ojca.
- Serce? -spytała Kate.- Nie, ono się zmoczy...
- Pióra? Niektóre są wodoodporne...- snuła domysły Łucja.
- Nie, pióra można zobaczyć.- stwierdziła Merry.- Moim zdaniem chodzi po prostu o cień!
- Tak.- powiedziała Laura.
- To teraz posłuchajcie tego.- z zapałem rzekła Merry, a jej oczy błysnęły.-
Jam jest głód, który zabija, sto lat nie będę jadł, a mimo to przeżyję.
Gdy raz swe kły zacisnę na tobie to już nas nie rozdzielą, spoczniemy razem w grobie...
Laurę przeszył lekki dreszcz. Zagadka wywarła nie mniejsze wrażenie na pozostałych dziewczynkach.
- Wilkołak.- szepnęła Łucja.
- Tak.- potwierdziła Merry.
W tej samej chwili pociąg zaczął zwalniać. Laura, Merry, Łucja i Kate pościągały swoje kufry z półek i wyszły na korytarz. Ekspres zatrzymał się na niewielkiej stacyjce w lesie, obok sporego jeziora. Uczniowie zaczęli wysiadać. Laura też jakoś przepchnęła się przez tłum i stanęła na trawie. Zaczęła się rozglądać z ciekawością. Było już ciemno, ale dostrzegła dziwne karoce stojące niedaleko pociągu. Zamku nie było widać.
- Pierwszoroczni, za mną!- krzyknął ktoś z tłumu. Laura poszła w tym kierunku i dopiero teraz zauważyła niskiego czarodzieja o włosach przypominających słomę, który zwoływał wszystkich. Szli za nim- ona i kilkudziesięciu innych pierwszoroczniaków- w kierunku jeziora. Gdy zbliżyli się do brzegu ich oczom ukazały się niewielkie, kilkuosobowe łódki. Laura wsiadła do jednej z nich i dostała do ręki świecącą latarenkę.
- Gotowi?- spytał czarodziej.- No to ruszamy!
Jak na komendę wszystkie łódki, a było ich ze czterdzieści (tyle Laura mogła zobaczyć w gęstniejącym mroku) wypłynęły na gładką, ciemną jak atrament taflę jeziora.
Nie trzeba było długo czekać, a oto zza drzew wychynął zamek Hogwartu.
Na Laurze, która w końcu słyszała relacje swojego starszego rodzeństwa na temat jego wielkości i w ogóle, widok ten zrobił kolosalne wrażenie. Był piękny. Uniosła latarenkę do twarzy i przyglądała się mu szeroko otwartymi oczami. W końcu oderwała od niego wzrok i spojrzała na swoich towarzyszy podróży. Dwie jednakowe dziewczynki również nie mogły się nadziwić majestatem Hogwartu, a jakiś chudy, ciemnowłosy chłopak aż rozdziawił usta w niemym zdumieniu. Nagle spostrzegł, że na niego patrzy i zacisnął wargi. Przesłali sobie porozumiewawcze spojrzenia.
Dopłynęli wreszcie do podnóża wzniesienia, na którym stał zamek. Wysiedli z łodzi i wzięli swoje kufry. Słomianowłosy czarodziej znów ich zwołał i zaprowadził do zamku. Weszli przez olbrzymie wrota, później pokonali schody i znaleźli się nagle w olbrzymiej sali, której sufit wyglądał dokładnie tak jak niebo- czarny i usiany gwiazdami. W pomieszczeniu tym stało również pięć stołów- cztery dla uczniów i jeden nauczycielski. Laura zobaczyła jeszcze, że każdy stół należy do innego domu, ale po chwili znów ruszyli i weszli do niewielkiej sali obok. Stanęli, lekko stłoczeni, czekając na dalsze wydarzenia.
- Zaraz tu po was wrócę, by was zabrać na Ceremonię Przydziału, w której każdy z was trafi do jednego z domów. Tymczasem przyszykujcie się, żeby wyglądać przyzwoicie, w końcu wystąpicie przed całą szkołą.- rzekł słomianowłosy mag i wyszedł. W sali wybuchło zamieszanie, bo każdy chciał się podporządkować poleceniom nauczyciela. Laura obciągnęła rękawy, sprawdziła, czy szata dobrze na niej leży i przeczesała ręką swoje gęste, kruczoczarne włosy. Wpięty w nie narcyz błysnął lekko. Dziewczynka poprawiła go prawą ręką.
- Hej, Laura!- usłyszała za sobą znajomy głos. Odwróciła się i uśmiechnęła do przyjaciółki.
- Cześć, Merry.- powiedziała.
- Ale akcja, co nie? Matko, nie mogę się doczekać tej ceremonii! Jak myślisz, do jakiego domu trafię?
- Nie wiem. Może Slytherin? Albo Hufflepuff.
- Też tak sądzę.- zaśmiała się Merry.- A ty w jakim byś chciała być?
Laura zastanowiła się, ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, drzwi sali otwarły się i słomianowłosy nauczyciel zawołał:
- Już czas! Zostawcie swoje kufry tutaj, jak ceremonia się zakończy, zostaną przeniesione do właściwych dormitoriów. Po kolei, nie pchajcie się, ustawcie się w miarę równo o tam, w rogu sali.
Mimo tych przestróg, i tak znów wybuchło zamieszanie. Każdy obawiał się, jak przebiegnie ceremonia i uczniowie starali się mimo wszystko wyjść jako ostatni. W końcu wszyscy przenieśli się w wyznaczone miejsce i ustawili się jako tako, rozglądając się z bladymi uśmiechami po Wielkiej Sali. Słomiastowłosy przemówił do pierwszorocznych.
- Za chwilę zostanie wyczytana lista uczniów pierwszego roku. Każdy, kto usłyszy swoje nazwisko, podejdzie do stołka na którym spoczywa Tiara Przydziału i założy ją na głowę. Tiara osądzi was, po czym przydzieli do któregoś z domów. Po tym podejdziecie do właściwego stołu i usiądziecie, a wasze szaty przybiorą barwy waszego domu. Ale najpierw Tiara przedstawi się, śpiewając pieśń. Radzę słuchać jej uważnie, ponieważ opowiada o cechach poszczególnych domów.
Faktycznie, na środku sali stał stołek, a na nim leżała jakaś brudna, pozszywana wszędzie, rozpadająca się tiara. Zapadła cisza. Uczniowie w milczeniu przyglądali się kapeluszowi, czekając, co się stanie. Nagle tiara otworzyła swe "usta", czyli dziurę z boku, i zaczęła śpiewać.
Witajcie, uczniowie Hogwarta!
Jam jest Przydziału Tiara,
Być może gdzieniegdzie przytarta,
Brudna, niemodna i stara,
Lecz to ja was właśnie przydzielę
Do jednego z Domów szlachetnych,
Co cnót i zaszczytów ma wiele,
Lecz i, niestety, wad szpetnych.
Bez strachu mnie zakładajcie,
Ja was osądzę należycie,
Do którego Domu w Hogwarcie
Od dzisiaj przynależycie
Być może do Gryffindoru czerwieni
Domu odważnych i prawych
Gdzie serce ze złota się ceni
Gdzie wnet Ci będą bić brawo!
A może do Hufflepuffu borsuka,
Gdzie wierni i pracowici mieszkają,
I gdzie przyjaciół nie trzeba szukać,
Ponieważ zewsząd Cię otaczają!
A może Ravenclaw błękitny,
Gdzie prócz mądrości, cnót wiele,
Jeśliś jest uczniem wybitnym,
To właśnie tam Cię przydzielę!
A może wąż Slytherina
Od dzisiaj będzie Twym znakiem,
Jeśliś jest szczwaną dziewczyną,
Lub równie ambitnym chłopakiem!
Więc chodź, bo czas to nie zając,
Zakładaj mnie na głowę,
A ja niczego nie ukrywając
Otwarcie wszystko Ci powiem!
Czy będziesz więc Gryfonem,
Puchonem, Krukonem, Ślizgonem,
Dom Ci znajdę, jakem Tiara,
Chociaż taka brzydka, stara!
Gdy Tiara skończyła swój śpiew, zewsząd rozległy się gwizdy i oklaski. Tiara skłoniła się każdemu stołowi, po czym znieruchomiała. Aplauz powoli cichł, aż w końcu wszyscy zamarli w oczekiwaniu. Wysoka, chuda czarownica o siwych włosach wystąpiła krok w przód i zaczęła czytać listę. Laurze odczuła tremę.
- Amber, Lisa!
Jedna z dwóch identycznych dziewczynek, które siedziały z Laurą w łódce, wyszła z grupy, usiadła na stołku i założyła Tiarę, która zsunęła się jej na nos. Laura nie mogła wyobrazić sobie siebie na jej miejscu.
- HUFFLEPUFF!!- wrzasnęła Tiara, a Lisa Amber zdjęła ją, i, powitana gromkimi brawami, zasiadła przy stole Puchonów.
- Amber, Mia!
Druga dziewczynka niepewnie usiadła na stoliku. Drżącymi rękami założyła Tiarę i...
- HUFFLEPUFF!!
Już po chwili Mia siedziała obok swojej bliźniaczki. Na jej twarzy widać było ulgę.
- Angelove, Suzy!
-...RAVENCLAW!
- Attefreak, Filemon!
-...GRYFFINDOR!
- Azzie, Leonir!
-...GRYFFINDOR!
Laura już prawie nie słyszała radosnych braw dobiegających od stołów. Czas płynął dla niej za szybko, pomimo że Tiara namyślała się jak dotąd kilka sekund nad każdym z uczniów. Dziewczynka wpatrywała się niewidzącym wzrokiem w stołek, na którym raz po raz siadał ktoś z pierwszorocznych. Zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia, do jakiego domu zostanie przydzielona.
- Celean, Miriam!
-...RAVENCLAW!
A jeśli nie pasuję do żadnego?, z przerażeniem pomyślała Laura. Co wtedy się ze mną stanie? Odeślą mnie do domu? Co powie rodzina? W wieku szkolnym był tylko jej brat, siedział teraz przy stole Hufflepuffu jako prefekt, patrzył sobie na ceremonię, nieświadomy, o czym myśli jego młodsza siostra...
Cyan, Kali!
-...RAVENCLAW!
Koniec, nie ma już wyboru. Musi tam iść i pokazać, że nadaje się na prawdziwą czarodziejkę. Laura nabrała powietrza w płuca i czekała.
- Darkblood, Laura!
Ktoś poklepał ją przyjacielsko po plecach. Była to Merry. Laura uśmiechnęła się do niej blado i wystąpiła z grupy pierwszoroczniaków.
Droga do stołka wydawała się nieskończenie długa. Wszyscy zgromadzeni na sali uczniowie i nauczyciele patrzyli teraz na nią, bladą, chudą, czarnowłosą Laurę, czekając na wyrok, który być może zadecyduje o jej losie, a już na pewno o tym, z kim będzie dzielić Pokój Wspólny. Zawahała się chwilę, ale w końcu dzielnie uniosła głowę i przeszła całą tą trasę. Nie powinna się bać, Tiara na pewno znajdzie jej dobry Dom, w którym będzie się czuła jak w rodzinie i którego będzie bronić w razie potrzeby. Delikatnie uniosła Tiarę, usiadła na stołku i założyła ją. Prawie natychmiast opadła, zakrywając Laurze całą głowę. Dziewczynka widziała tylko ciemność. Czekała.
No, no, a to ci dopiero, odezwał się cichy głosik. Odwaga, jest. Dużo dobroci, wierności...co nie miara! No i powiedz mi, Lauro, do jakiego by cię tu domku dać?
Laura oddychała głęboko. Jej palce bezwiednie zacisnęły się na krawędzi stołka.
Nie wiesz?, spytała Tiara. Cóż, ja też nie. Ale nie martw się, już za chwilkę się dowiem... Jesteś doprawdy niezwykłą czarownicą...
Niezwykła? Ja?, pomyślała Laura.
Tak, ty. Masz wiele zdolności, które dopiero w sobie odkryjesz. Niestety, nie wszystkie są dobre... ale cóż, myślę, że będziesz umiała je wykorzystywać. Może Gryffindor? Jak wiesz, było tam wielu słynnych i uzdolnionych czarodziei...
Nie Gryffindor, pomyślała, i aż sama się zdziwiła. Nie potrafiła wyjaśnić czemu, ale czuła, że to nie Gryffindor jest jej tak naprawdę przeznaczony.
Nie? No cóż, tak myślałam, ale spróbować nie zaszkodziło, szepnęła Tiara. Dobre z ciebie dziecko, Lauro. I będziesz świetną czarownicą. Widzę to w twoim sercu, i widzę też, gdzie muszę cię przydzielić. Powodzenia, Lauro.
Po czym uniosła się lekko i krzyknęła.
A Laura poczuła ten krzyk nie tylko w uszach, ale też w sercu, i wiedziała, że tak właśnie miało być, i że nigdy, nigdy nie powinno być inaczej.
- S L Y T H E R I N !!!
prosz o rozbudowanie wątki miłosnego :D
OdpowiedzUsuńzależy czyjego ;)
UsuńSupcio. Supcio. Supcio!!!! A gdzie przydział Mery? Hmmm. Zagadka... to jest moja ulubiona! Z kąd widziałaś? To nie będziemy w tym samym Domu? :(
OdpowiedzUsuńniet ale Merry to najlepsza przyjaciółka Laury ;) przydział Merry będzie w nast. rozdziale ;)
Usuń